|

Oddech Galicji Tradycja organizowania profesjonalnych plenerów malarskich sięga XIX wieku i kontynuowana jest po dziś dzień przez szkoły i uczelnie, związki i stowarzyszenia artystyczne, instytucje i placówki. Plener to rodzaj twórczego spotkania w jednym miejscu i czasie indywidualności, przyjeżdżających często z różnych stron w poszukiwaniu nowych źródeł inspiracji: widoków, tematów, motywów. Plener to także pretekst do wymiany myśli, wrażeń i kontaktów, zawierania nowych znajomości i podtrzymywania wieloletnich przyjaźni – a wszystko to owocuje najczęściej fermentem intelektualnym, przekładającym się na konkretne realizacje: szkice, rysunki, obrazy. Prace wykonane podczas pleneru mogą mieć walor dokumentacyjny; mogą też nie odnosić się bezpośrednio do zastanej rzeczywistości, a mimo to oddawać nastrój i specyfikę danego miejsca. Nie powinny więc dziwić prezentowane na wystawach poplenerowych abstrakcje geometryczne, surrealizujące portrety, realistyczne akty i martwe natury, obrazy o tematyce religijnej, fantastycznej czy historycznej. Taką różnorodność podejmowanych motywów, przy jednoczesnej wielości technik i stylistyk malarskich, odnajdziemy w pracach zrealizowanych podczas V Międzynarodowego Pleneru Malarskiego „W kręgu pogranicza”, który odbył się w lipcu br. w podkarpackiej wsi Krzemienna w gminie Dydnia, położonej nad rzeką San. W plenerze udział wzięło 27 artystów z Ukrainy, Białorusi, Litwy, Austrii i Polski – głównie z Rzeszowa, Tarnowa, Łańcuta, Przemyśla, czyli miast sytuujących się na terenach określanych mianem przygranicznych, wchodzących w skład dawnej Galicji. Wybór ten był nieprzypadkowy, gdyż celem organizowanych od 2005 roku przez Galerię „Marzenie” w Łańcucie plenerów jest spotkanie ludzi reprezentujących różne obyczaje i tradycje (także artystyczne), otwartych na dyskusje i twórczy ferment. W takim tyglu kultur regionalizm miesza się egzotyką, tradycja z nowoczesnością, zaś efektem wspólnych wypraw na ryby, do lasu czy biesiad przy ognisku są metafizyczne pejzaże, dla których rzeczywistość jest pretekstem, punktem wyjścia do poszukiwań czysto malarskich. Prace z pleneru w Krzemiennej eksplodują bowiem kolorem: nasyconym lub zgaszonym, ciepłym lub wystudzonym, agresywnie anektującym przestrzeń ale i delikatnie się w nią wtapiającym, ekspresyjnym lub stonowanym – ilu uczestników, tyle sposobów na malarskie rozstrzygnięcie obrazu. Adam Bagiński (Zielona Góra) od lat maluje pejzaże „psychiczne”, w których szuka form dla swoich emocji i przeżyć – stąd elementy magii w jego płótnach, budowanych rozwibrowanymi plamami subtelnego, pastelowego koloru. Intuicyjne i wrażeniowe są także prace Kamili Bednarskiej (Rzeszów), ich ekspresję podbija „mięsista” faktura grubo nakładanej farby: ciepłych beżów, ugrów i zieleni, z którymi kontrastują plamy chłodnej bieli i granatu. Jeszcze inny rodzaj abstrakcji proponuje Austriak Rudi Benetik – rozlewające się na białym płótnie organiczne plamy czystego, nasyconego koloru są zaproszeniem do medytacji, może nad naturą natury? Na pograniczu abstrakcji i figuracji sytuują się nastrojowe nokturny Gabrieli Cichowskiej (Rzeszów, studentka ASP w Krakowie), w których spiętrzone masy koloru nachodzą na siebie, nie brakuje też ostrych „cięć”, porządkujących kompozycję. Niepokój formy odnajdziemy w wielkich płótnach Igora Yanovicha (Lwów) – artysta bawi się ich strukturą i kompozycją np. rozbijając obraz na ekspresyjny dyptyk, jego dzieła określane bywają mianem „aktów wewnętrznych”. Akt, także w bardziej tradycyjnym rozumieniu, był motywem chętnie podejmowanym przez wielu uczestników pleneru w Krzemiennej. W obrazach Dzmitry Surynovicha (Mińsk na Białorusi) ciało poddane zostało deformacji, sylwetki zostały wydłużone i obwiedzione wyraźnym konturem, co, wraz z jaskrawą kolorystyką, przywodzi na myśl egzotyczne akty z Haiti Paula Gauguina. Interesujące malarskie eksperymenty z motywem obnażonej postaci podejmował Serhiy Savchenko (Lwów), z kolei Sergey Davidivich (Mińsk na Białorusi) ciało uwieczniał miękkim modelunkiem, subtelnie je odrealniając poprzez rozmycie konturu i tła. Akt zawładnął także wyobraźnią pochodzącego z Tadżykistanu Timura Karima (Przemyśl), który w duchu najlepszych tradycji akademizmu petersburskiego przedstawia niuanse kobiecego ciała, uwieczniając je w pozach i tle zaczerpniętych z dzieł klasyków. Inny wymiar i znaczenie ma postać ludzka pojawiająca się w dziełach Małgorzaty Dawidiuk (Przemyśl), specjalizującej się w ikonach, ikonostasach i polichromiach sakralnych. Namalowane w Krzemiennej ikony, składające się na nowy cykl, zachwycają syntezą form i piękną kolorystyką, zawężoną do brązów, ugrów i złota, z których artystka wydobywa wszelkie niuanse i smaki, doskonale oddając przy tym wschodnią mistykę. Pokłosiem spotkania w Krzemiennej są także widoki konkretnych miejsc i zjawisk, malowane najczęściej w stylistyce puentylizmu i szeroko rozumianego koloryzmu, jak np. energetyzująca soczystą zielenią miniatura „Jabłonka” Pawła Szmyda (Brzozów), akwarelowe pejzaże Łańcuta Piotra Borysowicza (Kowno na Litwie) czy świetliste, nastrojowe płótna Witolda Pazery (Tarnów), z wielką malarska wrażliwością oddające urodę doliny Sanu. Warto porównać je z interpretacją pejzażu dokonaną przez Dariusza Młynarczyka (Głowno), który stosując intensywny, bujny kolor poddał wywiedzione z natury kształty dekoracyjnej deformacji i geometryzacji. Ta recepcja sztuki nowoczesnej doskonale podsumowuje lipcowe spotkanie w dolinie Sanu artystów z różnych kręgów pogranicza, rozumianego terytorialnie i mentalnie. To zarazem największa, moim zdaniem, wartość tego typu projektów, pokazujących, jak funkcjonuje i rozwija się sztuka poza oficjalnym obiegiem, na styku kultur. Monika Nowakowska Sztuka.pl listopad 2009 |